CASA latała na orientację, F16 walczyły
Myśliwce F-16 i Su-22 walczyły z MiG-29, a CASA "latała na orientację", a Sokoły podejmowały rozbitków. Krzesiny są od wtorku lotniczą stolicą Polski.
Od rana w poznańskiej bazie lądowały wczoraj kolejno wszystkie typy statków powietrznych, jakie są na wyposażeniu polskich sił powietrznych. Przyczyną tego nalotu na Poznań było rozpoczynające się szkolenie kadry dowódczej naszej armii ZLOT 2008.
W bazie w Krzesinach zameldowała się cała śmietanka naszych pilotów, po których nie widać już smutku po styczniowej katastrofie CAS-y. - Emocje opadły. Do końca czerwca zgodnie z zaleceniami komisji badania wypadków lotniczych musimy wyeliminować wszystkie niedociągnięcia i normalnie latamy dalej - mówił gen. Andrzej Błasik, dowódca sił powietrznych. - CASA to fajny samolot, narzędzie codziennej pracy - gen. Włodzimierz Usarek, dowódca 2. Brygady Lotnictwa ł jednym z pasażerów feralnego lotu CAS-y także nie miał już żadnych złych skojarzeń.
A piloci dawali wczoraj z siebie wszystko. Najnowsze nabytki naszych sił powietrznych czyli F-16 pracowały wczoraj na rzecz najstarszych używanych jeszcze maszyn - Su-22. - Naszym zadaniem było wymiatanie, czyli czyszczenie terenu przed grupą uderzeniową - tłumaczył pilot F-16, pułkownik Cezary Malinowski z 10 Eskadry Lotnictwa Taktycznego w Łasku, który na Jastrzębiach wylatał już 500 godzin. Jak poszło? - Chyba nieźle, bo po nas nic już nie zostało - mówili piloci F-16, którzy podczas wykonywania zadania starli się jeszcze z samolotami Mig-29.
Inne zadania miały samoloty transportowe takie jak CASA. Musiały w określonym momencie pojawić się w określonym punkcie. - To trochę jak bieg na orientację - tłumaczył pułkownik Wiesław Grzegorzewski, rzecznik dowództwa sił powietrznych.
Bez pośrednio nad płytą lotniska popisywały się natomiast załogi śmigłowców Sokół, jedynej w kraju Lotniczej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej z Bydgoszczy. Ich zadaniem było błyskawiczne podjęcie rozbitka, a więc desant na linach i zapewnienie bezpiecznego wejścia na pokład załodze zestrzelonej gdzieś za linią frontu.
Jak nieoficjalnie ustaliliśmy atmosfera ćwiczeń udzieliła się generałowi Błasikowi i to tak bardzo, że sam za sterem F-16 obleciał rano kilka lotnisk w całym kraju. Pytany o to odparł: - W sztabie cały czas też się lata. Żeby poczuć ten zapach nafty, ale i po to, żeby wiedzieć o czym się rozmawia z podwładnymi.
Krzesiny przeżyły też wczoraj prawdziwe oblężenie spoterów, czyli pasjonatów lotnictwa, którzy potrafią godzinami czekać pod bramą lotniska aby np. zobaczyć startującą maszynę. Na ćwiczenia akredytowało się około 100 dziennikarzy, przy czym jak się okazało, przeszło połowa z nich to właśnie miłośnicy samolotów, do tego z zagranicy - głównie Niemiec i Holandii.
Nie lada gratką było dla nich nie tylko obejrzenie z bliska ponad 20 statków powietrznych polskiej armii, ale i możliwość rozmowy z pilotami, a nawet z oficerami najwyższego szczebla. - He's cool (On jest w porządku - przyp.red.) - kręcił głową z uznaniem obwieszony obiektywami fotograficznymi Holender po krótkiej rozmowie z gen. Błasikiem.
ZLOT 2008 potrwa do jutra, przy czym zamiast operacji lotniczych, dowódców czekają już głównie zajęcia teoretyczne.
Gazeta Wyborcza Poznań
Lech Bojarski
Fot. Lukasz Cynalewski / AG
27 maja 2008r.
|